Dziewczyna: Podobna do (Rozdzial 5/8)

Dziewczyna: Podobna do (Rozdzial 5/8)
Tego dnia czulem sie bardzo niespelniony. Udawalem, ze mam wazne sprawy, ale tylko ogladalem jakies durne oferty i zalatwialem je, odmownie. Wieczorem czulem sie zmeczony, ale mialem jakies dziwne cisnienie na to, aby cos wreszcie wydarzylo sie.

Tamtego chcialo mi sie tylko troche. Bylem zbyt zmeczony, aby moglo mi sie chciec bardzo. A moze tak sobie to teraz tlumacze? Ale wierzylem swiecie, ze towarzystwo obcej, zajebistej laski wzbudzi we mnie pozadanie, które skonsumowane przeszyje moje cialo dreszczami rozkoszy i sprowadzi na mnie blogosc. Przyjemne zakonczenie bezowocnego dnia.

Rozmawialismy, juz nawet adres poznalem.

– A kiedy móglbys przyjechac?

– Za pól godziny.

– Wiesz co? To chyba juz na mnie za pózno – zaczela sie wycofywac. – Przyjedz moze jutro, bo ja chce sie juz zbierac do domu.

– Mam ochote dzisiaj. Wiec czesc – rozlaczylem sie.

A pózniej zadzwonilem do jej kolezanki z pokoju obok. Pracowaly razem. Dwie slicznotki, brunetka i blondynka, chetne do zabawy w aktywnym trójkacie.

Kolezanka miala wiecej ochoty do pracy. Wtedy popatrzylem na jej zdjecie i dostrzeglem w niej przyjaciólke, do której zawsze mialem slabosc. Niestety dla mnie byla w szczesliwym zwiazku. W jej przypadku nigdy nie przyszlo mi do glowy, aby chciec zaklócic jej szczescie czyms ze mna. Lubilem ja, zawsze byla swietna kumpela.

* * *

Gdy zaparkowalem, dookola krecili sie ludzie. Przy moim aucie zatrzymaly sie jakies dwie pary i kilka minut nie mogly pozegnac. Nie wiedzialem, jak dlugo jeszcze beda rozmawiac. Postanowilem, ze blanta wypale juz u dziewczyny.

Otworzyla drzwi i wpuscila mnie. Kiedy zdjalem kurtke, odebrala mi ja i odwiesila.

„Podobna z wygladu, ale inaczej porusza sie.”

Wtedy przypomnialem sobie o blancie w kieszeni.

– Mam tylko pewna prosbe, czy móglbym zapalic?

– Niestety nie. Tutaj sie nie pali.

– To moze w lazience, albo w kuchni?

– Nie, tez nie. Musisz wytrzymac.

– To ja chyba podziekuje – oznajmilem.

Troche zalowalem, ze nie wypalilem tego blanta w samochodzie na dole. Ale jak nie, to nie! Skierowalem sie do kurtki, bo bylem faktycznie poirytowany.

– Moze wyjdz w takim razie na balkon – rzekla. – Tylko postaraj sie, aby nikt cie nie widzial.

Wrzucilem na siebie kurtke. Dostalem kapcie. Usiadlem na krzeselku z dala od balustrady. Kiedy zaczynalem palic, bylo mi zimno tylko w stopy. Ale za kazdym kolejnym machem bylo mi coraz zimniej, kazdy mach – jakis jeden stopien mniej.

Jak juz wychodzilem z balkonu, czulem sie przemarzniety. Czulem ze mam w spodniach takiego maksymalnie zziebnietego siusiaka, skurczonego z zimna. Az cieszylem sie na mysl, ze zaraz ide pod goracy prysznic, bo jego stan byl absolutnie na nie. Cholera, normalnie zahibernowal sie!

Kiedy wyszedlem, czekala na mnie z recznikiem.

– Powinienes rzucic palenie – oznajmila.

– Rzadko pale – odpowiedzialem.

Troche glupio musialo to zabrzmiec, bo z ust smierdzialo mi dymem, a poza tym, jesli faktycznie palilbym tak rzadko, to po co mialbym teraz nagle miec taka nieprzemozna ochote na „papierosa”!? Bylem troche skolowany i zesztywnialy od zimna, ale zdawalem sobie sprawe z tego, ze dziwnie teraz wygladam.

Wzialem od niej recznik i skierowalem sie do lazienki.

Do wyboru mialem wanne z jacuzzi i kabine. Pomyslalem, ze jacuzzi dobre na wspólne harce, ale w tej sytuacji to moze jednak lepsza bedzie kabina? Przynajmniej prostsza w obsludze!

Zaczalem sobie nastawiac wode. Poczatkowo leciala strasznie zimna. Brr! Strasznie czas mi sie dluzyl, kiedy tak czekalem w tej zimnej lazience. A ta lazienka moze wcale nie byla taka zimna, tylko po prostu ja taki zziebniety bylem? Kiedy zaczela leciec goraca, taka zajebiscie parzaca wrecz, ucieszylem sie, bo wreszcie poczulem cos cieplego. Zaczalem sobie rozgrzewac stopy… Wcale nie chcialy sie rozgrzac. Od goracej wody bylo im za goraco, a „ciepla” byla za chlodna. Zaczalem rozmasowywac sobie palce stóp i zrobilo mi sie troche lepiej. Kurwa, nie znosze marznac po blancie, to najgorszy rodzaj przemarzniecia.

Pózniej zaczalem sie podmywac, starajac sie pobudzic mojego zahibernowanego malego przyjaciela. Az sie czulem zaklopotany, bo caly byl skurczony i niepozorny. Po prostu siusiak do sikania, a nie do rzniecia. Zly bylem na to palenie, zly moment. Zaczalem go obciagac reka, az sie zaczal powiekszac.

Kiedy wychodzilem z lazienki bylem juz troche rozgrzany. Zaprosila mnie do swojego pokoiku, ja od razu polozylem sie na tapczanie. Zaczalem sie zastanawiac czy juz mam sie rozbierac, czy moze poczekac, az przyjdzie? Stwierdzilem, ze jeszcze poczekam. To chociaz cieplej mi bedzie.

W koncu przyszla. Usiedlismy obok siebie na wersalce.

– Czemu wpadles?

– Tak, bo mam ochote – powiedzialem. Chociaz wcale nie wygladalem na takiego, co ma ochote. Raczej na takiego, co moze ja dopiero miec.

– Nie masz jakichs kolezanek?

– Mam i to sporo! – rozesmialem sie.

– To nie mozesz sie z któras spotkac, tylko musisz pieniadze wydawac?

– To nie takie proste. Kolezanki nigdy nie powiedza, czego tak naprawde oczekuja za seks. Kolezanka przestaje po seksie byc kolezanka. Od niedawna mam kolezanke w pracy, która chetnie by to zrobila. Ale to zmieniloby nasze stosunki. Na pewno chcialaby zwiazku, a ja nie chcialbym z nia byc. Wystarczy mi, ze kiedy chcemy, pogadamy pare minut.

– Tak bywa – podsumowala.

Chwile siedzialem zaklopotany. Nie wiedzialem, jak sie do niej zabrac. Ale chcialem sie najpierw nia zajac, aby sie lepiej rozgrzac.

Poza tym przesladowala mnie wizja przyjaciólki. Obie ladne, ale ta dziewczyna wszystko miala ladniejsze. Byla ciut wyzsza. Wlosy ciut zywszy kolor. Paznokcie troche lepiej zrobione. Nawet ksztalt ust troche ladniejszy. Tylko mierzyla mnie bardzo chlodnym spojrzeniem.

– Mozesz odwrócic sie do mnie tylem? – zapytalem.

– Ale jak chcesz?

– Tak zebys uklekla, tak tylem do mnie.

Patrzyla na mnie troche zdezorientowana. Chwycilem ja za biodra i zaczalem ustawiac. Troche sie oburzyla, ale ostatecznie kleczala, tylem do mnie.

Zimne rece mialem. Jak zaczalem ja dotykac spinala sie z zimna. Ale wkrótce przyzwyczaila sie. A mnie rece tez sie zaczely rozgrzewac.

Zaczalem ja calowac po plecach, pózniej po szyi, pózniej znów po plecach. Schodzilem stopniowo coraz nizej, wyzej… Rozgrzewalem sie powoli. Ale bez jakichs rewelacyjnych efektów. Wisial mi. Ale chyba podobalo jej sie to, co robilem.

– Polóz sie moze wygodnie na plecach – zaproponowala.

Polozylem sie wygodnie, tak aby móc patrzec na to, co bedzie robic.

– Chcesz seks oralny z prezerwatywa czy bez? – zapytala.

– Wole bez – odpowiedzialem i zaczalem sie od razu zastanawiac.

Zaczela mi ssac. Calkiem fachowo to robila. Jednak czulem przy tym jakies takie dziwne mrowienie. Dlugo nie dalo sie tego wytrzymac.

„Chlód” – nagle rozpoznalem doznanie. – „Mieta!”

– Zulas przed chwila gume? – zapytalem.

– Przepraszam – spojrzala na mnie, kajajac sie niby. Wyciagnela z ust gume, wstala i odlozyla.

Kiedy wrócila i zaczela ssac, czulem ja juz mniej drazniaco intensywnie. Ta guma, która zula, musiala byc jakos ekstremalnie mietowa, taka przynajmniej mi sie wydawala. Moze to efekt wypalonego skreta?

Wspomnienie mietowej gumy przesladowalo mnie caly czas. Az meczylo mnie to.

– Moze w ciebie wejde? – zaproponowalem.

– Jak chcesz zaczac?

– Moze sie na tobie poloze?

– Dobrze. Zalóz prezerwatywe.

Zalozylem. Cholera, te kondomy to kara za seks. Czulem, jak troche mi wiotczal.

Poczulem sie wtedy troche, jak idiota. Po co ja, kurwa, tu przyjechalem dzisiaj? Dobrze mnie podsumowala. Po co pieniadze marnuje?

Ale wszedlem w nia i bylo calkiem niezle. Siegnalem reka pod jej dupe, pokierowalem nia tak, aby uniosla wyzej nogi i rznalem. Od razu dosyc szybko, aby mi bardziej zesztywnial. Oczywiscie zesztywnial bardzo szybko i bylo calkiem przyjemnie.

Kondom sprawial, ze nie czulem jej tak intensywnie, poza tym przeciez po tej gumie do zucia bylem juz tak wyeksploatowany sensorycznie, ze malo co czulem. Uodpornila mnie, swiadomie czy nieswiadomie, suka. Troche bylem zly na nia, ze mi tak popsula doznania.

Przyszlo mi do glowy, zeby fantazjowac, ze robie to z przyjaciólka, jednak wizja ta wydala mi sie czyms tak strasznie abstrakcyjnym, ze az aseksualnym.

„Dziwka, chocby byla podobna, ma sie nijak do osoby, która sie szczerze lubi.”

Sfrustrowalo mnie to odkrycie. Myslac o tym stopniowo zdalem sobie sprawe, ze powinienem ja tak pieprzyc, aby po prostu dojsc!

Zmienialismy pozycje. Zmienialem tempo. Rznalem ja coraz ostrzej. Byla wypieta tylkiem, ze zlaczonymi nogami, a ja ja ostro walilem i czulem, ze orgazm wciaz jest daleko!

Czulem na sobie pot. To bylo solidne pieprzenie.

– Moze napijemy sie czegos? – zaproponowalem, kiedy czulem coraz wieksza suchosc w ustach.

– Przyda sie chwila przerwy – potwierdzila.

Nie bylo jej pare minut. Mnie w tym czasie zupelnie sflaczal. Az zawstydzilem sie troche. Chociaz, jak mówilam sobie, to logiczne bylo, bo zmeczony sie czulem. Naprawde nie chcialo mi sie pieprzyc. Ale tez glupio mi bylo, ze tak przyszedlem i nic. Jak jakis palant, któremu sie poprzestawialo w glowie i uprawia z dziwka seks, po to, by wyjsc nie spuszczajac sie? Zepsucie obyczajów. I ludzilem sie, ze kiedy przyjdzie, nagle podniece sie i seks stanie sie przyjemnoscia…

Kiedy przyszla, mój siusiak sobie po prostu wygodnie lezal. Napilismy sie. Dalismy sobie chwile wytchnienia. Ale wiadomo, chwile, bo czasu coraz mniej.

– Moze mnie pobudzisz ustami? – zapytalem.

– Dobrze.

Sciagnalem gume, zaczela ssac. Takiego sflaczalego, sennego siusiaka. A jemu jakos specjalnie sie nie chcialo wstawac.

– Mozesz mnie possac w sutka? – zapytalem.

Dlugo sie szykowalem do tego pytania. A ona zdziwila sie troche.

– No dawaj. Jak ssiesz mi kutasa bez kondoma, to chyba mozesz tez sutek?

– No dobrze.

Wydawala sie byc troche zaskoczona ta propozycja. Widzialem to na jej twarzy, kiedy sie zabierala do ssania. Kutasa trzymala mi jedna reka, o d**ga sie oparla i zaczela mnie delikatnie muskac.

– Mocniej!

Troche mocniej zaczela calowac, ale nadal za slabo. Niby irytujace, ze tak ciezko jej bylo wyczuc, ale poczulem, jak mój kutas zaczyna troche twardniec.

– Ooo! – ucieszyla sie. – Widac czego bylo trzeba! To moze korzystajac z okazji zaloze ci prezerwatywe.

– Wiesz co… Wystarczy juz. Chyba dzis nie jest mój dzien.

– Na pewno?

– Na pewno. Dziekuje juz.

– Jak chcesz. Dales rade, mimo wszystko.

– Jestes bardzo ladna. Ale niestety przypominasz mi pewna osobe.

– To zle? Podobno na ogól to dobrze?

– Sam nie wiem. Moze jestem zmeczony dzis.

* * *

Trudno bylo mi zasnac. Najpierw myslalem o tym, ze wszystko jest nielogiczne.

„Poza liczbami.”

Pózniej uswiadomilem sobie, ze i tu nie mam racji.

„Nawet liczby udalo sie zagmatwac! Te numery na domofonach, numery mieszkan, pieter. Wydaja sie spokrewnione ze soba. W koncu wszedzie wystepuja razem! Ale kazda numeracja rzadzi sie inna logika!”

„Domofon. Mieszkancy ponumerowani od najnizszego numeru na górze, do najwyzszego na dole. Wiec – parter znajduje sie na samej górze! Chyba ze numer wybiera sie z klawiatury, ale to inny temat.”

„Spis lokatorów. Mieszkania numeruje sie w kolejnosci szybkosci dostepu. Pierwszy numer to mieszkanie na parterze, od strony schodów. Kolejne zobaczymy idac dalej po schodach.”

„Winda. Widzimy przyciski pieter, uporzadkowane wedlug zasady, ze najwyzsze pietro znajduje sie na samej górze – a parter na dole. Chyba ze jest jeszcze piwnica!”

Zaczalem ukladac w glowie plan ogólnego systemu numeracji, który naprawilby caly ten chaos. Trzeba tylko zadecydowac, które podsystemy pozostawic nietkniete, a które potrzebuja zmian. Jednak który jest lepszy, a który gorszy? Sprawiedliwym rozwiazaniem wydawala sie tylko rewolucja totalna!

* * *

„Kazdy system jest logiczny. Ale tylko dla siebie.” – uznalem w koncu. – „Nie ma wspólnej logiki. Jest tylko odpowiednia logika.”

I zasnalem.

Pelna minipowiesc:
http://www.sawbook.pl/dziewczyna.html
Wszelkie prawa zastrzezone (c) Piotr Walewski-Sawicki

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir